Zmierzch mediów niepokornych

Drukuj

Anita Gargas i Bronisław Wildstein wzięli udział spotach wyborczych Zdzisława Krasnodębskiego, lidera warszawskiej listy Prawa i Sprawiedliwości. Niemal niezauważenie, w cieniu finiszu kampanii wyborczej, runął mit niezależnego i niepokornego dziennikarstwa – jednego z najważniejszych filarów polskiej prawicy.

koniecmediow

Niepokorni byli z nami od zawsze, nawet jak sami nie wiedzieli, że właśnie tak się nazywają. W latach dziewięćdziesiątych jako pierwsi wpadli na trop okrągłostołowego spisku, później pisali przede wszystkim o „Gazecie Wyborczej”, co zostało im zresztą do dzisiaj. Raz bywało lepiej, raz gorzej. Czasami jedna frakcja występowała przeciwko drugiej i całe środowisko musiało się cierpliwie przetasowywać. Niektórzy zresztą dezerterowali, odchodzili do mainstreamu, stając się zdrajcami w służbie władzy.

Koniunktura ustabilizowała się po katastrofie smoleńskiej. Popyt pognał w górę, rynek zaroił się od prawicowych dzienników, tygodników i kwartalników. To właśnie wtedy dziennikarze ochrzcili samych siebie jako „niepokornych” i „niezależnych”. I choć znów głośno było od konfliktów – chociażby o to, która grupa jest bardziej niepokorna od drugiej – to nikt nie wątpił, że na horyzoncie pojawił się cel: bronienie tej Polski, w której serce 10 kwietnia 2010 roku wbito sztylet.

Niepokorni dziennikarze przekonywali nas, że tylko oni są naprawdę wolni. Wolni od powiązań z komunistyczną przeszłością (w przeciwieństwie do tych, których bezlitośnie opisali w „Resortowych dzieciach”), wolni od knebla założonego w Magdalence (w przeciwieństwie do dziennikarzy związanych z „Gazetą Wyborczą”), wolni od uległości wobec reżimu Tuska (w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych).

„Uważam Rze”, „Gazeta Polska” czy „wSieci” miały być latarniami morskimi, wskazującymi kierunek na wzburzonym morzu koniunkturalizmu i lizusostwa. Porównanie nie jest przypadkowe, dziennikarze tłumaczyli swoją misję, sięgając po najmocniejsze słowa i najpiękniejsze wartości. Wystarczy przyjrzeć się bohaterce tego tekstu, która trzy lata temu otrzymała Główną Nagrodę Wolności Słowa. Za „odwagę i bezkompromisowość”.

Mimo że wytrwale przekonywano nas, że każdej władze patrzyliby na ręce tak samo, to przez cały czas, gdzieś głęboko z tyłu głowy, wydawało nam się, że wszystkie te podniosłe słowa, ta niezależność i niepokorność, mogą być wyłącznie wymówką, przykrywającą przywiązanie do jednej formacji politycznej. Kilka dni temu nareszcie zakończono tę hipokryzję, wyłożono karty na stół. Pod dwojgiem czołowych niepokornych pojawił się napis: „Materiał wyborczy Komitetu Wyborczego Prawo i Sprawiedliwość”. Jeśli ktokolwiek ma jeszcze wątpliwości, niech zapyta sam siebie, co pisałyby prawicowe media, gdyby w spocie Platformy Obywatelskiej pojawił się Tomasz Lis/Janina Paradowska/Jacek Żakowski/Monika Olejnik/Adam Michnik? No właśnie.

Udział Anity Gargas i Bronisława Wildsteina w spotach Zdzisława Krasnodębskiego jest jedną z najlepszych wiadomości tegorocznej kampanii. Zakończy żenujące igrzyska prawicowych mediów. Ktokolwiek nazwie je niezależnymi i niepokornymi, narazi się już tylko na śmieszność.

Twitter: @jwmrad

Czytaj również