Tolerancja nie zabija

Drukuj

Egzekucja dziennikarzy „Charlie Hebdo” posłużyła niektórym politykom jako pretekst do obrzydliwych ataków pod adresem europejskich wartości. Nie dajmy sobie wmówić, jak chce prawica, że za środowym zamachem terrorystycznym stoi wolność albo tolerancja.

Kilkanaście godzin po bezprecedensowym morderstwie Joachim Brudziński odnalazł w sobie tyle siły, żeby jednoznacznie wskazać winowajcę. Według polityka Prawa i Sprawiedliwości karabiny maszynowe wycelowane we francuskich satyryków są owocem „naiwnej polityki wielokulturowości stosowanej przez Europę”. Ta perspektywa jest nadzwyczajnie cynicznym i zwyrodniałym rozumieniem słów znanego amerykańskiego pisarza o wrogu wroga, który staje się przyjacielem.

jesuis

Czym jest ta „naiwna polityka wielokulturowości”? Nie owijajmy w bawełnę – Joachim Brudziński tak naprawdę atakuje demokrację i tolerancję, właśnie te wartości, które najbardziej odróżniają nasz świat od świata muzułmański fundamentalistów. Prawica staje w rozkroku, ponieważ nie potrafi otwarcie przyznać, że „Charlie Hebdo” nie pasuje także do jej rzeczywistości. Polscy konserwatyści cenią pluralizm tylko wtedy, gdy wybór ogranicza się do tego czy chodzić do kościoła codziennie, czy raz w tygodniu. Gdy wolna wola powoduje, że można być ateistą, gejem albo lewicowym satyrykiem, demokracja staje się dla prawicy jedynie dziwacznym eksperymentem.

Po takich wydarzeniach jak środowy zamach terrorystyczny stoimy przed wyborem. Możemy się poddać i zamknąć – psychiczną i polityczną – granicę dla wyznawców islamu. Albo wierzyć w to, że nasza, europejska wizja świata stanie się wizją dominującą. Gdy zdecydujemy się na tę pierwszą możliwość, nie zapominajmy, że na wszystkich muzułmanów, od Dakaru po Islamabad, czeka konkurencyjny projekt polityczny. Wypuszczając ich ze strefy wpływów Unii Europejskiej, wepchniemy ich w otwarte ramiona Państwa Islamskiego.

Jako Europejczyk jestem przekonany, że to nie byłby słuszny wybór. Wierzę, że „naiwna polityka wielokulturowości” jest najlepszym towarem eksportowym naszej części świata. Nie chciałbym – jak Joachim Brudziński – z niej rezygnować, ale przekonywać muzułmanów, że wolność i demokracja to wartości lepsze niż dżihad i kalifat. Europa jest mądrzejsza o sto lat bolesnej historii – możemy się tym doświadczeniem podzielić albo o nim zapomnieć i wrócić na drogę prowadzącą do wyniszczającej wojny narodowo-religijnej.

Atak na redakcję „Charlie Hebdo” może nas wiele nauczyć. Swoje wnioski powinna wyciągnąć lewica, która przez wiele lat nie chciała zauważyć, że nadmierna ochrona praw człowieka powoduje paraliż, uderzający najbardziej właśnie w prawa człowieka. Trudna lekcja czeka także drugą stronę, która musi zrozumieć, że wolność, tolerancja i demokracja nie są dziwactwami nowoczesnego świata, a wartościami, które powinny być bliskie wszystkim Europejczykom. Podnosząc na nie rękę prawica staje – niestety – w jednym szeregu z muzułmańskimi terrorystami.

 

Twitter: @jwmrad

Czytaj również
  • Piotr Klys

    To, że Charlie Hebdo w ocenie wielu osób przekracza granice dobrego smaku nie pozostawia wątpliwości. Nie ma tam specjalnych preferencji – wykpiwają – czy jeśli ktoś woli – wyszydzają – wszelkie tabu.
    Powinno to jednak budzić co najwyżej politowanie – niekoniecznie zaś – najświętsze nawet oburzenie. Kto nie szanuje innych, nie szanuje zwłaszcza siebie samego. Prześmiewcze wyszydzanie tego, co dla kogokolwiek jest wartością – o ile jest to wartość ogólnie akceptowalna, to znaczy – nie niosąca ze sobą czyjejkolwiek krzywdy – jest niegodziwe.
    Być może poglądy publicystów Charlie Hebdo są dla nas właśnie wyzwaniem, by przynajmniej spróbować pokazać Im, że to, z czego szydzą na szyderstwo nie zasługuje.
    Mocą Chrześcijaństwa (a słabością polskiego Kościoła) – a zarazem mocą naszej, judeorzymskiej Europy – jest poszanowanie wolności człowieka – być może źle wykorzystywanej, być może budzącej zgorszenie.
    Tu tkwi fundamentalna różnica między wyznawcami i zwolennikami Ad-Dawlah al-ʾIslāmiyyah, którzy za swoją dewizę przyjęli hasło: Bāqiyah wa-Tatamaddad (Trwanie i ekspansja) a Europą, która nie mówi „musisz”, tylko – „jeżeli chcesz”.
    Ci, którzy dokonali zbrodni przy aplauzie przynajmniej części „oburzonych” także uważali, że bronią przekroczonych granic. To jednak są zupełnie inne rzeczy – chamstwo publikacji Charlie Hebdo i dochodzenie swych racji w imię wartości z bronią w ręku. Bronię nie samych publikacji, bo z nimi się również nie zgadzam, ale bronię prawa do ich istnienia. Subtelna to różnica, ale kardynalna – z jednej strony dobre prawo „do”, z drugiej – „złe” jego wykorzystanie. Natomiast stosowanie jakiegokolwiek przymusu – w imię obrony swoich poglądów jest gwałtem dokonanym na niezbywalnym, konstytutywnym prawie drugiego człowieka do wyrażania swoich – nawet z naszego punktu widzenia w sposób naganny – przekonań.
    Do postawy braci Kouachi nie jest daleko również niektórym wyznawcom innych religii czy systemów wartości – także tym nad Wisłą, którym marzy się ocenzurowanie Ewangelii i zastąpienie jej na przykład „Frondą”.