To nie przemoc, to brednie

Drukuj

Oskar W., wymachując kartką z napisem „TVN kłamie”, zaatakował Grzegorza Miecugowa. Fundamentalny zwolennik wolnego rynku chce cenzurować prywatną firmę, w której pracuje krakowski dziennikarz, a niepokorni publicyści próbują całą sprawę relatywizować, pisząc o alkoholiczno-narkotykowym spędzie Jerzego Owsiaka. Okazuje się, że to nie przemoc jest w tej sprawie największym problemem, a kondycja intelektualna polskiej prawicy.

Na temat piątkowego incydentu wypowiedzieli się chyba wszyscy politycy, którzy pierwszych dni sierpnia nie spędzali na urlopie. Także ci najważniejsi – Donald Tusk mówił: „Przemoc w życiu publicznym jest zawsze złem i będziemy z tym starali się skutecznie walczyć”. W kontekście Oskara W. najczęściej pada słowo „przemoc”, były poseł SLD Piotr Gadzinowski na portalu tok.fm pisał: „Ziarna nienawiści i przemocy w walce politycznej przez nich zasiane na dobre zakiełkowały na prawicy”.

Kwalifikowanie tego, co zobaczyliśmy podczas spotkania z Grzegorzem Miecugowem wyłącznie jako przemocy nie jest uczciwe. Sugeruje, że wystarczy skuteczna praca policji i prokuratury oraz skazanie kilkunastu najbardziej krewkich aktywistów, żebyśmy raz na zawsze uwolnili się od kolejnych Oskarów W. Niestety, to nieprawda. Problemem nie jest tylko przemoc, a przede wszystkim poglądy, które doprowadzają do takich sytuacji.

Grzegorz Miecugow żałował, że Oskar W. nie wolał z nim podyskutować, wystarczy jednak przeczytać wypowiedzi białostocczanina, żeby przekonać się, jaki sens mogłaby mieć taka rozmowa. Opowiada o kryptożydach, lewackim TVN i prawicowej cywilizacji, która istnieje od czterech tysięcy lat. Jego poglądy to zbiór spiskowych teorii, które mają to do siebie, że uniemożliwiają dyskusję. Nie da się racjonalnymi argumentami przekonać kogoś, że UFO nie istnieje, każdy dowód będzie działał na niekorzyść sceptyka i pogłębiał przeświadczenie o tym, że kosmici już od dawna panują nad światem. Gdybyśmy chcieli porozmawiać z Oskarem W., skończyłoby się dokładnie tak samo.

Te poglądy nie są wyjątkiem, doskonale wpisują się w schemat polskiej polityki. Fundamentem prawicy jest zbiór legend: spisek przy Okrągłym Stole, lobby homoseksualne, zamach pod Smoleńskiem, demiurgiczno-diabelski wpływ „Gazety Wyborczej” na polską politykę, postkomunistyczny układ w gospodarce i polityce, etc. Poglądy na każdy temat wylatują daleko poza orbitę. Owsiak? Złodziej i oszust, w najlepszym przypadku manipuluje młodzieżą. Homoseksualiści? Chorzy, w najlepszym przypadku zboczeńcy. Komorowski i Tusk? Mordercy, w najlepszym przypadku zdrajcy.

Poglądy prawicy są w takim stopniu oderwane od faktów, że nie wytrzymałyby konfrontacji z drugą stroną – poziom bredni po prostu uniemożliwia udział w uczciwej dyskusji. Gdyby Oskar W. chciał porozmawiać o tym, czy TVN naprawdę kłamie i manipuluje, to szybko okazałoby się, że nie ma żadnych argumentów. Dlatego wolał wbiec na scenę i poszturchać się z Grzegorzem Miecugowem. Zresztą, druga strona także powinna unikać polemik. Legitymizowanie tej części sceny politycznej, która swoje poglądy opierała na okrągłostołowo-postkomunistycznym spisku, doprowadziło do tego, że od ponad trzech lat musimy słuchać kolejnych teorii dotyczących katastrofy smoleńskiej.

Trzymam kciuki, żeby Oskar W. poniósł karę, ponieważ mam dość przerywanych spotkań, idiotycznych transparentów oraz okrzyków o sierpie i młocie. Gdy prawica próbuje obracać kota ogonem tak mocno, że biedne zwierzę ledwo trzyma się na czterech łapach, my nie powinniśmy ograniczać się wyłącznie do mówienia o przemocy, przyjrzyjmy się niektórym poglądom i zastanówmy się, jakie mogą być ich konsekwencje.

To nie przemoc była przyczyną tego, co wydarzyło się w piątek. Na scenie Przystanku Woodstock zobaczyliśmy po prostu realną politykę.

Twitter: @jwmrad

Czytaj również