Przegraliśmy

Drukuj

Od kilku dni cała Polska rozmawia o Zygmuncie Baumanie wyłącznie w kontekście jego zaangażowania w budowę komunizmu. Grupka nacjonalistów i pseudokibiców osiągnęła swój cel: raz sierpem, raz młotem uderzamy w jednego z najwybitniejszych polskich naukowców.

Jeśli członkowie Narodowego Odrodzenia Polski nie są infantylnymi romantykami, którzy łudzą się, że wszyscy Polacy pokochają ich idee, to lepszego oddźwięku swojego happeningu nie mogli sobie wymarzyć. Trudno podliczyć zyski: we wszystkich mediach pojawiły się materiały poświęcone niechlubnym fragmentom biografii Zygmunta Baumana, a garstka, krzyczących „wypierdalaj!”, fundamentalistów znalazła się na ustach całej Polski. W dodatku okazało się, że taka postawa znajduje zrozumieniu u kilku całkiem-poważnych-i-nie-aż-tak-skrajnych polityków. Straty? Nie ma niemal żadnych, może poza kilkoma aresztowanymi kompanami. Który żołnierz nie jest jednak dumny ze swoich wojennych ran?

Narodowcy wygrali, ponieważ wszyscy uwierzyliśmy, że za ich protestem stały racjonalne przesłanki; że naprawdę przeszkadzają im jakieś fragmenty biografii Baumana. Uwierzyli w to politycy prawicy, którzy ustami – między innymi – Zbigniewa Ziobro głoszą, że oprotestowanie wrocławskiego wykładu było słuszne; uwierzyła w to także druga strona, przekonując, że wybór właśnie takiej drogi życiowej był naturalny.

Żadna strona tego sporu nie ma racji – ani były minister sprawiedliwości, ani obrońcy życiorysu socjologa. Oczywiście,  w 1945 roku można było zachować się lepiej niż Zygmunt Bauman. Jednak takie przykłady można mnożyć, wystarczy przypomnieć sobie setki podobnych biografii: pisarzy, fizyków, artystów, etc. Innych wyborów życiowych mógł dokonać Konstanty Ildefons Gałczyński czy Tadeusz Łomnicki, obaj nie stoją jednak na piedestale jako bohaterowie narodowi. Także Zygmunt Bauman wygłaszał swój zeszłotygodniowy wykład jako socjolog, a nie autorytet moralny. Jego wybory życiowe, te dobre i te złe, nie mają najmniejszego znaczenia.

Musimy zrozumieć, że narodowcy tak naprawdę nie protestują przeciwko biografii Zygmunta Baumana. Wcześniej chcieli uderzać „raz sierpem, raz młotem” w Magdalenę Środę, Adama Michnika i Janusza Palikota, których trudno posądzać o zaangażowanie w budowę systemu komunistycznego. Nie współpracowałeś z SB? Nie byłeś członkiem PZPR? Nie szkodzi, narodowcy zawsze coś znajdą – poszukują wśród najbliższej rodziny, a jeśli to nie pomoże, to wymyślą fikcyjny spisek przy Okrągłym Stole. Tomasz Nałęcz ostrzega Prawo i Sprawiedliwość przed przyzwalaniem na działalność skrajnie prawicowych partii, twierdząc, że na końcu mogą one przypomnieć sobie, co Jarosław Kaczyński robił w 1989 roku. Doradca prezydenta ma rację – nacjonaliści potrafią uderzyć w każdego, biografia jest wyłącznie pretekstem.

Fragment życiorysu Baumana był dla narodowców doskonałym wytrychem. Tak naprawdę przeszkadza im sam fakt, że ktokolwiek – czy to Magdalena Środa, czy Zygmunt Baumann – ma inne poglądy. Biografia nie ma tutaj żadnego znaczenia. Kilka tygodni temu, podczas Kongresu Ruchu Narodowego, nikomu nie przeszkadzała obecność Bohdana Poręby – twórcy Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”, ponad dwudziestoletniego (od 1969 roku do końca!) członka PZPR. Gdyby Bauman miał takie same poglądy jak działacze Narodowego Odrodzenia Polski, to dziś znajdowałby się na sztandarach polskich narodowców.

Przegraliśmy tę walkę, ponieważ zaczęliśmy dyskusję o biografii Zygmunta Baumana – albo go broniąc, albo atakując, jakby naprawdę to było istotą całego problemu. Zatańczyliśmy dokładnie tak, jak zagrali narodowcy. Paradoksalnie okazało się, że grupka politycznych fundamentalistów myśli o polityce bardziej efektywnie niż pozostała część klasy politycznej. W kilka minut osiągnęli swój konkretny, polityczny cel, podczas gdy cała Polska wdała się w bezsensowne rozważania historyczne.

Skrajnej prawicy tak naprawdę przeszkadza orwellowska thoughtcrime. To bezwzględnie odróżnia demokratów od politycznych ekstremistów – ci drudzy nie mogą znieść, że ktoś może swobodnie wygłaszać poglądy, z którymi się nie zgadzają. Dlatego albo (jak w PRL-u) tworzą instytucje cenzury, albo (gdy nie mają takiej szansy) próbują zagłuszyć wykład krzykiem. Narodowcom znacznie bliżej do komunistów niż im się wydaje.

Czytaj również
  • Affidavit

    Zgadza się, przegraliście.

  • Karol

    I będziecie przegrywać, nadchodzi zmierzch waszych czasów. Poza tym nie przepadam, za tak subiektywną publicystyką, gdzie poglądy inne niż demokratów są politycznymi ekstremistami. Tak dużo hipokryzji. Sam biedaku nie jesteś w stanie zachować dystansu od swoich poglądów.
    I właśnie przez ludzi takich jak Ty przegrywacie, bo pokazujecie słabość waszego toku myślenia.
    Ludzie coraz bardziej są przychylni wolności gospodarczej i bardziej tradycyjnych zasad w politycy i mentalności. Podziwiam za rozchwytywanie znanych nazwisk w tagach, ale z mojej strony mogę Ci poradzić byś zajął się czymś innym niż publicystyką, średnio Ci to wychodzi.

  • DSm

    Z Porębą to akurat niescislosc. Uczestnictwo bylo otwarte, a nikt go nie zapraszał i nie został mimo usilnych żądań dopuszczony do głosu.
    Co do Baumanna to zestawianie jego aktywnego udzialu w dzialaniach najbardziej zbrodniczej organizacji polskiego stalinizmu (i dosluzenie sie w niej nagród za wyniki) z faktem napisania paru wierszykow na czesc Stalina to gruba manipulacja.
    Niewspominajac, ze Pan ten nie widzi w tym niczego zdrożnego co chyba w calej sprawie jest najbardziej oburzające, swiadczace o jego pogradliwym stosunku do prawa polaków do zycia w wolnym kraju.
    Przypomnijmy jaki ostracyzm spotkał Grossa po tym jak SAM przyznal sie do dużo mniej poważnej przygody w SS. Co powiemy o Heodeggerze, który nie nie biegał przecież z karabinem po lasach? A ich dorobkow chyba z calym szacunkiem nie ma nawet co porownywac i ich tłumaczeń o bledach mlodosci nikt nie sluchal.
    Dlatego odwracam postawioną teze: tak przegraliśmy. Przegralismy przez wlasna impotencję historyczna i brak szacunku do samych siebie, sprawiajac ze wogole doszlo do tak kuriozalnej sytuacji. Ze bronic zdrowego rozsądku i elementarnej prawdy musza za nas podejrzanie wygoleni jegomoscie.