Gry

Powrót do klasyki

Drukuj

Mimo że recenzja z definicji nie powinna być obiektywna, to ta będzie prawdopodobnie wyjątkowo subiektywna. Jest bowiem kilka powodów, które sprawiają, że na najnowszą produkcję twórców serii GTA bardzo trudno spojrzeć tak, jak na gry innych producentów.

Ocena: 8/10

 

Pierwszym z nich jest właśnie GTA – rzadko bowiem na rynku gier komputerowych mamy do czynienia z czymś tak nowatorskim, jak seria Grand Theft Auto. Fifa i Pro Evolution Soccer jedynie szczegółami (oczywiście, piszę o mechanizmie gry, rozwój grafiki to zupełnie inna kwestia) różnią się od swojego poprzednika – Sensible Soccer; współczesne gry przygodowe opierają się niemal tych samych zagadkach, które wymyślił Robert Williams w klasycznej serii King Quest; platformówki zdążyły przejść z 2D w 3D, jednak poza tym niewiele się w nich zmieniło od czasu Mario Bros; FPS-y nadal podążają w kierunku, który na początku lat dziewięćdziesiątych wskazał Wolfenstein 3D. Przykładów tego, że rozwiązania spotykane w grach komputerowych od kilku dziesięcioleci niemal stoją w miejscu można mnożyć. Gdyby nie Rockstar Games i Grand Theft Auto.

To właśnie dzięki amerykańskiemu producentowi powstała seria, która – co dziś, z perspektywy piętnastu lat, wiemy na pewno – stworzyła nowy rozdział w historii gier; czerpiąc garściami z niemal wszystkiego, syntezując wiele gatunków, jednak ostatecznie tworząc coś całkowicie nowego – po prostu GTA. Pomógł w tym Rockstar, który postanowił być wierny własnemu dziecku, tworząc kolejne gry w tym stylu: Bully, Read Dead Redemption i L.A. Noire. Na pomoc przyszli też inni, dzięki czemu powstały takie produkcje, jak np. Just Cause czy The Saboteur. Gry „takie, jak GTA” z upływem czasu stały się po prostu oddzielnym gatunkiem.

Po drugie – po dziewięciu latach (druga część gry została wydana w 2003 roku) Rockstar postanowiło sięgnąć po postać Maxa Payne’a. Bohatera, który dla świata gier komputerowych znaczy mniej więcej tyle, ile Michael Corleone czy  Frank Serpico dla filmu, być może nawet tyle, ile Raskolnikow dla literatury. Tak bowiem, jak postacie grane przez Ala Pacino pochodzą ze złotego okresu amerykańskiego kina, tak Max Payne powstał w najlepszym okresie dla gier komputerowych, w czasach, w których legendarne gry były tworzone dziesiątkami. Wystarczy spojrzeć, że obok pierwszej części Maxa Payne’a (2001) znalazły się: Deus Ex (2000), The Sims (2000), Gothic (2001), Grand Theft Auto III (2001 – to właśnie ta część okazała się rewolucyjna), Mafia (2002), Call of Duty (2003). Kolejne części wszystkich tych gier do dziś sprzedają się w milionowych nakładach!

Zresztą, pierwsza część Maxa Payne’a wpłynęła na historię gier także pod względem technicznym – jej twórcy (a byli nimi wówczas programiści fińskiej firmy Remedy Entertainment) wprowadzili bowiem do gry bullet-time (w skrócie – spowolnienie czasu podczas oddawania strzału), który później zdobył ogromną popularność. Wydawałoby się, że to niewielka zmiana, ale – patrz punkt pierwszy – właśnie przez takie innowacje następuje rozwój gier komputerowych.

Dlatego, gdy dowiedziałem się o tym, że to właśnie Rockstar będzie odpowiadał za trzecią część Maxa Payne’a byłem pewien, że czeka nas rewolucja: połącznie TPS ze otwartym światem znanym z GTA, rozbudowanie fabuły o charakterystyczne dla produkcji Rockstara wyraziste postacie drugoplanowe, etc. Jednak – ku mojemu zdziwieniu – nic takiego się nie stało.

Max Payne 3 jest najprostszą kontynuacją, jaką możemy sobie wyobrazić, gdy pomyślimy o tym, jak ta gra może wyglądać w 2012 roku. Z podobnym mechanizmem i scenariuszem, jak w poprzednich częściach. Nadal najbardziej wyrazistą postacią jest główny bohater: były policjant, który zemścił się na mordercach swojej żony i córki (w pierwszej części) oraz na własną rękę rozpoczął walkę z potężnymi organizacjami przestępczymi (w drugiej części).

Fabuła jest podobna, tj. walczymy sami przeciwko niemal wszystkim, jednak Max Payne stał się nieco innym bohaterem. Już nie jest perfekcyjnym romantykiem, stał się cynikiem z wyrazistym, sarkastycznym poczuciem humoru. To właśnie charakter głównego bohatera, a także początek historii o tym (także to, jak z Nowego Jorku Max Payne trafił do Rio de Janeiro) jest największym plusem gry – bardzo dobry scenariusz dopełnia sposób narracji oraz efektowne, ale w żaden sposób nie przesadzone, rozwiązania techniczne.

Przeniesienie akcji gry do Brazylii wywołało wśród graczy bardzo duże kontrowersje. Decyzja – skądinąd – podyktowana najprawdopodobniej względami ekonomicznymi. Dziewięć miliardów potencjalnych klientów, dynamiczne rozwijająca się gospodarka, w perspektywie – czasy, które mogą być wyłącznie jeszcze lepsze, co najlepiej symbolizuje organizacja w najbliższych czterech latach dwóch największych imprez sportowych. Jaki kraj może być dzisiaj bardziej atrakcyjny dla potencjalnych inwestorów?

Tę decyzję jednak – moim zdaniem – udało się obronić. Wiele zarzutów dotyczyło tego, że słoneczny, brazylijski klimat nie pasuje do Maxa Payne’a, którego znaliśmy do tej pory ze strzelanin w brudnym, nowojorskim metrze. Tak z pewnością nie jest – Rio De Janeiro to nie tylko siatkówka plażowa, twórcy gry pokazali, że – jak każda metropolia – posiada swoje krwawe oblicze. Nawet słoneczne sceny współgrają z nowym obliczem głównego bohatera – cynicznego ochroniarza brazylijskiej rodziny, popijającego alkohol z karabinem maszynowym pod pachą.

Największym minusem jest sam sposób gry. Nasze zadanie ogranicza się do strzelania do wrogów. Tysięcy wrogów. Robimy to najczęściej w podobny sposób, jak w poprzednich częściach – wykorzystując bullet-time. Urozmaicenia nie różnią się niczym od tego, co widzieliśmy wcześniej w podobnych grach. I nie zmieniają tego nawet świetnie wykonane i klimatyczne lokacje, które zwiedzamy w kolejnych rozdziałach. Niestety, sposób rozrywki nie został w żaden sposób zrewolucjonizowany. I to jest mój największy zarzut do twórców.

Otrzymaliśmy produkt bardzo dobry –  z doskonała grafiką, interesującym bohaterem i niezłą (jak na realia gatunku) fabuła. Gdyby tę grę stworzyła jakakolwiek inna firma – pewnie dałbym 9/10. Niestety – po Rockstar Games spodziewałem się znacznie więcej. Szkoda, że twórcom zabrakło odwagi, żeby Max Payne w 2012 roku był czymś więcej niż po prostu bardzo dobrą grą.

Czytaj również