Polityka pod dyktando Kaczyńskiego

Drukuj

Prawo i Sprawiedliwość mówiło do nas przez lata. Zbyt żarliwie, zbyt emocjonalnie, zbyt agresywnie. Konsekwentnie oswajało ze swoją nowomową, formowało na użytek własnej retoryki. Z biegiem czasu coraz mniej nas dziwiło. Poniżanie polskiego państwa, a nawet odmawianie mu suwerenności, stało się codziennością naszej polityki. Przywykliśmy do tego tak bardzo, że nie zauważyliśmy, kiedy tym samym językiem zaczęły mówić inne formacje polityczne.

Państwo Polskie znalazło się w kryzysie. Podeptane zostały zasady, które w kraju demokratycznym muszą być nienaruszalne. Zwracamy się do ABW i prokuratury o podjęcie działań, które wskażą przyczyny i winnych zaistniałej sytuacji. Zwracamy się do Parlamentu Europejskiego i Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) o objęcie wyborów w Polsce misją obserwacyjną.

Czyje to słowa? Rozsądek podpowiada, że Antoniego Macierewicza, być może Jarosława Kaczyńskiego. Wnikliwy obserwator polskiej polityki potrafiłby wskazać jeszcze kilka hipotetycznych nazwisk, oscylujących gdzieś wokół Prmiawa i Sprawiedliwości. Autora tego histeryczno-patetycznego manifestu szukałby wśród byłych i obecnych członków tej partii. Ktoś mógłby pomyśleć o Przemysławie Wiplerze, inny o Zbigniewie Ziobrze czy Jacku Kurskim. Jeszcze niedawno nie potrafilibyśmy sobie wyobrazić, że takie tezy może wygłosić ktoś niezwiązany z polską prawicą.

PPDK

A jednak! Sojusz Lewicy Demokratycznej – bez przymrużenia oka, całkiem na poważnie – wydał oświadczenie, w którym półsłówkami sugeruje, że z polską demokracją jest coś nie tak, a wybory powinny zostać powtórzone pod nadzorem OBWE.

Głos Leszka Millera zgrał się z Jarosławem Kaczyńskim niespodziewanie, obaj na pierwszy rzut oka nie pasują do tego samego chóru. Wcale nie dlatego, że, mówiąc delikatnie, nigdy nie stali po tej samej stronie barykady. Przede wszystkim – przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej zawsze sprawiał wrażenie osoby o znaczącym poziomie politycznej odpowiedzialności, szczególnie na tle polskiej klasy politycznej, która na deficyt tej cnoty cierpi wyjątkowo często. Ta sama cecha, z wektorem w przeciwnym kierunku, wyróżniała prezesa Prawa i Sprawiedliwości.

Zwyczajna debata wymagałaby natychmiastowej odpowiedzi. Leszkowi Millerowi należałoby przypomnieć, czym jest Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Nietrudno wskazać nawet konkretne raporty OBWE, która regularnie kontroluje wszystkie państwa członkowskie, także Polskę. Leszek Miller powinien je przeczytać i natychmiast wycofać SLD z tak idiotycznych insynuacji.

W ostateczności należałoby odwołać się do najprostszej logiki. Nawet najbardziej kompromitujące i zabawne problemy techniczne nie mają przecież nic wspólnego z fałszerstwami wyborczymi. Wręcz przeciwnie, wybory sfałszowane to zazwyczaj te, w których liczenie głosów idzie jak z płatka, a wyniki znane są zaraz po zamknięciu lokali wyborczych.

Trzeba odróżniać internetowe memy od polityki, zwłaszcza wtedy, gdy uderza się w tony tak poważne, jak podważanie najważniejszego mechanizmu demokracji: wolnych wyborów.

Wszystko to moglibyśmy powiedzieć, gdyby Sojusz Lewicy Demokratycznej nie ustawił się na pozycjach, które od lat okupuje polska prawica. Na pozycjach, z którymi  – wiemy to, niestety, z wieloletniego i bolesnego doświadczenia – dyskusja nie ma najmniejszego sensu. Żaden fizyk nie przekona Antoniego Macierewicza, że w Smoleńsku doszło do katastrofy, podobnie jak żaden politolog nie przekona Leszka Millera, że z polskimi wyborami, pomimo kompromitujących problemów technicznych, wszystko było w porządku.  

Kilka miesięcy temu poznaliśmy nagrania, na których były szef MSW twierdził, że polskie państwo istnieje tylko teoretycznie. Gdy opozycja, ta z lewej i prawej strony, wyczuwa polityczne mięso, natychmiast traci zdrowy rozsądek i kontakt z rzeczywistością. Wtedy puszczają hamulce i powiedzieć można właściwie wszystko, każda brednia znajduje swoich odbiorców. A stąd bardzo krótka droga do tego, żeby państwo zniknęło nawet teoretycznie, wystarczy przypomnieć ustrojowe igraszki Prawa i Sprawiedliwości z poprzedniej dekady.

Przewodniczący Sojuszu Lewicy Demokratycznej wprowadził swoją partię na krętą i niebezpieczną ścieżkę; udowodnił, że w ferworze walki o własne interesy można zapomnieć o rzeczach najważniejszych. Mądrość i odpowiedzialność zostały zepchnięte przez drugi plan przez złość i frustrację. Przypominanie najsłynniejszego powiedzenia Leszka Millera byłoby w tej sytuacji zbytecznym okrucieństwem. Nie warto się pastwić – jeśli jest prawdziwe, historia oceni go wyjątkowo okrutnie.

Twitter: @jwmrad

Czytaj również
  • Sprzet

    „Żaden fizyk nie przekona Antoniego Macierewicza, że w Smoleńsku doszło do katastrofy, podobnie jak żaden politolog nie przekona Leszka Millera, że z polskimi wyborami, pomimo kompromitujących problemów technicznych, wszystko było w porządku.”

    A ilu informatyków potrzeba, żeby przekonać szanownego Autora, że wyniki zmierzone obecnym systemem mogą być dowolnie daleko od prawdy?[1][2][3] Z OBWE może bym nie szalał, ale uznanie obecnych wyników to będzie koronny dowód na zupełną fasadowość naszego państwa (jakby miłościwie rządzący mało ich dostarczali ostatnimi czasy).

    [1] http://niebezpiecznik.pl/post/problemy-w-pkw-zliczanie-glosow-wyborcow-sie-opoznia-zawiodl-system-informatyczny/

    [2]http://www.computerworld.pl/news/399939/8.ciezkich.bledow.przyczyny.kleski.aplikacji.wyborczej.PKW.html

    [3]http://www.tvp.pl/kielce/publicystyka/glos-dnia/wideo/18112014/17703714