Niech to będzie Dylan!

Drukuj

Od kilkunastu lat Bob Dylan jest jednym z głównych faworytów literackiej Nagrody Nobla. I od kilkunastu lat konsekwentnie jej nie otrzymuje. Czy dzisiaj Komitet Noblowski będzie miał odwagę, aby przekroczyć granicę, która pokonana powinna być już dawno?

Bob Dylan aktywny jest na scenie muzycznej od ponad pięćdziesięciu lat. Można na ten okres spojrzeć z różnych perspektyw: zobaczyć muzyka, który przekonał Stany Zjednoczone do używania gitary elektrycznej; rzecznika, nie tylko swojego pokolenia, ale ogólnoświatowego, powojennego buntu; twórcę, który wprowadził amerykańską kulturę do światowej ekstraklasy; piosenkarza, tworzącego muzyczne klasyki; pisarza, którego utwory zawierają najważniejsze przesłania intelektualne drugiej połowy zeszłego stulecia.

Kimkolwiek by dla nas nie był – nie da się zanegować tego, że jego wpływ na współczesną kulturę jest ogromny. Dylan działa na wyobraźnię nie tylko swojego pokolenia, tworzy do dziś (premiera jego ostatniej płyty odbyła się dokładnie miesiąc temu – 10 września), jest jednym z najczęściej coverowanych artystów świata, bardzo trudno więc zmierzyć, jaki jest zasięg jego twórczości. Wystarczy przypomnieć chociażby „All Along the Watchtower” lub „Knockin’ on Heaven’s Door”, które bardziej rozpoznawalne są w wersja Jimiego Hendrixa oraz Guns N’ Roses. Magazyn „Rolling Stone” na liście 500 utworów wszech czasów umieścił 12 piosenek Dylana (więcej – wyłącznie zespoły: The Beatles oraz The Rolling Stones).

Jego teksty są bardziej wpływowe niż utwory większości laureatów literackiej Nagrody Nobla ostatniego półwiecza. Niezależnie od tego czy mają wymowę społeczno-polityczną („Blowin’ in the Wind”, „The Times They Are a-Changin’”), czy filozoficzno-egzystencjalną („Like a Rolling Stone”, „Ballad of a Thin Man”). Dylan przez większość swojego życia znajduje się tam, gdzie toczą się najważniejsze debaty nie dlatego, że się w nie włącza, ale dlatego, że sam je kreuje.

Jednak Bob Dylan jest wyłącznie symbolem. Spór nie dotyczy bowiem twórczości amerykańskiego piosenkarza, a fundamentalnego pytania: czym tak naprawdę jest literatura? Konserwatywni literaturoznawcy zapewniają, że utwór muzyczny nie może być traktowane tak samo jak literacki. Pokazują w ten sposób, jak płytki bywa konserwatyzm, bowiem to właśnie muzyka stworzyła kilkaset lat przed naszą erą to, co dziś nazywamy literaturą.

Obecnie literatura przechodzi poważny kryzys – nadal znajduje się w centrum dyskursu intelektualnego, jednak jej wpływ na społeczeństwo jest wyłącznie marginalny. Oczywiście, nikt nie każe literaturze się zmieniać, ponieważ stateczność jest jej największą siłą, warto jednak przypominać, że czasem nie zdajemy sobie sprawy z tego, jak blisko literatury jesteśmy na co dzień.

Kolejna Nagroda Nobla dla pisarza, którego nazwisko jest dla większości opinii publicznej nieznane, na pewno w tym nie pomoże. Literatura stanie się jeszcze bardziej wyobcowana, a taki kierunek może w przyszłości spowodować, że jej znaczenie będzie coraz mniejsze. Amerykanin tę nagrodę powinien otrzymać już wiele lat temu, Komitet Noblowski nie może więc błędu uniknąć, a wyłącznie go naprawić. Paradoksalnie, ta nagroda jest bardziej potrzeba literaturze niż samemu Dylanowi.

Czytaj również