Kilka słów za dużo posła Godsona

Drukuj

Burzliwa debata na temat związków partnerskich powoduje, że należy odróżniać poglądy konserwatywne od niedopuszczalnych, homofobicznych wypowiedzi. Większość posłów Platformy Obywatelskiej (łącznie z Jarosławem Gowinem) zalicza się do tej pierwszej grupy. Niestety, John Godson powiedział ostatnio o kilka skandalicznych słów za dużo.

 

Konserwatywna frakcja Platformy Obywatelskiej nie jest największym problemem polskiej polityki. Jarosławowi Gowinowi, którego Tomasz Nałęcz trafnie nazywa „galicyjskim konserwatystą”, daleko jest do tego, co najbardziej – po prawej stronie – przeraża umiarkowanych wyborców: idei IV RP przyrządzonej przez Jarosława Kaczyńskiego, wymiaru sprawiedliwości tworzonego przez Zbigniewa Ziobro, światopoglądu Janusza Korwina-Mikke, nie wspominając już o skrajnych, nacjonalistycznych siłach, o których słyszymy ostatnio coraz częściej.

Jarosław Gowin jest tak krytykowany, ponieważ skutecznie naciska na hamulec obozu politycznego, z którym utożsamia się część liberalnych wyborców, liczących na modernizację, także światopoglądową, naszego kraju. Konserwatyzm Gowina jest nie tylko galicyjski, ale przede wszystkim staromodny. I pomimo że fundamentalnie nie zgadzam się z poglądami obecnego ministra sprawiedliwości, to należy zauważyć, że – w warstwie retorycznej – zazwyczaj nie przekracza akceptowalnej granicy politycznej debaty, jego poglądy są raczej intelektualną próbą obrony status quo.

Bronię ministra Gowina, ponieważ nie chciałbym, żeby ten tekst był kolejną polemiką z konserwatywnymi poglądami na temat związków partnerskich. Zależy mi przede wszystkim na określeniu poziomu debaty, który powinien być respektowany przez wszystkie strony, niezależnie od tego, czy popierają ideę związków partnerskich. Większość konserwatywnych polityków Platformy Obywatelskiej – nawet o tematach światopoglądowych – mówi innym językiem niż parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości. Wyjątkiem jest John Godson, który ostatnio przekroczył granicę, za którą nie powinien znaleźć się nikt.

Nie chodzi o wprowadzenie do debaty publicznej języka teologicznego, znanego dotąd przede wszystkim z medialnych popisów Tomasza Terlikowskiego. Godson najpierw w programie „Tomasz Lis na żywo” stwierdził, że uważa homoseksualizm za grzech, a następnie na swoich profilu na Facebooku opublikował listę biblijnych cytatów, udowodniających tę tezę. Błąd posła był podwójny, po pierwsze – zapomniał, że parlamentarzyści nie mogą kierować się wyłącznie moralnością religijną, w przeciwnym razie lista spenalizowanych czynności byłaby znacznie dłuższa; po drugie – tak dosłowna egzegeza Biblii brzmi (w kontekście stanowienia prawa) absurdalnie, nawet biorąc pod uwagę fakt, że John Godson jest ewangelikiem. Ciekawe bowiem w jaki sposób polska legislacja objęłaby inne przykłady biblijnych grzechów i występków?

Jednak znacznie gorsze niż moralizatorskie wywody było to, co poseł powiedział w ostatnim tygodniu. Najpierw w  „Piaskiem po oczach” stwierdził, że „Europa zmierza ku zatraceniu” – we Francji w 1999 roku zalegalizowana związki partnerskie, teraz małżeństwa, a niedługo być może związki dla pedofilów. John Godson był najwyraźniej bardzo dumny ze swojego przemyślenia, ponieważ po weekendzie – w poniedziałek – powtórzył w „Kropce nad i” teorię o tym, że następnym krokiem jest „lobby pedofilskie, które będzie walczyć o obniżenie wieku inicjacji seksualnej”.

W tym momencie Godson zdecydowanie przekroczył granicę. Wcześniej wielokrotnie zbliżał się do niej, gdy mówił o grzechu, wypaczeniu lub o tym, że nie toleruje czynów homoseksualistów. Wszystkie te stwierdzenia można było jednak tłumaczyć przyjęciem przez posła religijnej perspektywy, co – oczywiście – także nie powinno mieć miejsca. Jednak zestawienia homoseksualizmu i pedofilii nie można już usprawiedliwić w żaden sposób. Polityk doszedł do miejsca, w którym wcześniej była wyłącznie Krystyna Pawłowicz.

Najbardziej stracić może na tym sama partia. Część liberalnych wyborców Platformy Obywatelskiej akceptowała obecność konserwatywnych polityków wyłącznie z powodu ich stonowanej retoryki. Jednak ostatnie wypowiedzi Johna Godsona nie tylko doganiają popisy posłanek i posłów Prawa i Sprawiedliwości, ale wyznaczają całkowicie nowe standardy publicznej homofobii.

Szkoda mi posła Godsona – przez ostatnie tygodnie z polityka trzecioplanowego stał się jedną z najważniejszych postaci w swojej partii. Mam nadzieję, że to właśnie zachłyśnięcie się medialną popularnością było jedyną przyczyną jego skandalicznych wypowiedzi . Jednak, jako polityk, musi ponosić pełną odpowiedzialność za swoje słowa. Serdeczność oraz odwaga (chociażby podczas wspólnej konferencji z Robertem Biedroniem) z pewnością są dla łódzkiego polityka okolicznościami łagodzącymi, ale w żaden sposób nie mogą  – trzymając się religijnej retoryki – rozgrzeszyć tego, co powiedział przez ostatnie dni.

W 2011 roku sąd koleżeński Platformy Obywatelskiej pozbawił członkostwa w partii Roberta Węgrzyna za wypowiedź: „Z gejami to dajmy sobie spokój, ale z lesbijkami, to chętnie bym popatrzył”. Jaka będzie przyszłość Johna Godsona?

Czytaj również