Histeria biało-czerwona

Drukuj

Nie mam powodów, żeby wstydzić się za to, co moi rodacy robili w czasie II wojny światowej. Wstyd mi natomiast za współczesnych polityków, którzy – solidarnie jak nigdy – zachowują się, jak rozhisteryzowany dzieciak, którego starszy kolega niesłusznie nazwał „złodziejem”.

Osławione przemówienie dyrektora FBI było, zwłaszcza jak na standardy biurokratyczne, wyjątkowo interesujące. I pewnie dlatego na jego przedruk zdecydował się „Washington Post”, przez co w ogóle o nim usłyszeliśmy. Comey zwrócił uwagę na zapominany aspekt dwóch wielkich totalitaryzmów: w połowie zeszłego stulecia raz na zawsze pożegnaliśmy się z humanistyczną wizją świata jako zbioru indywidualności. Zdecydowanie zbyt rzadko pamiętamy, że nazizm i komunizm odkryły tę samą prawidłowość, którą kilka dekad później naukowo udowodnił Philip Zimbardo.

polska

Dyrektor FBI popełnił historyczne nadużycie. Wymienienie Polaków jednym tchem z Niemcami i Węgrami jest szalenie niesprawiedliwe. Jeśli Comey chciał mówić o tych, którzy nazizm tworzyli, mógł wymienić Niemców, Węgrów czy Włochów, gdyby chciał zwrócić uwagę na narody, w których nieświadome jednostki wspomagały potężną machinę – obok Polaków powinien wspomnieć o Brytyjczykach albo Amerykanach. Wówczas nikogo by to nie rozwścieczyło, a całość byłaby znacznie bardziej strawna pod względem historyczny.

Amerykanin popełnił błąd, który nie wynikał z jego nieuctwa (to znakomicie wykształcony prawnik) albo złych intencji, ale po prostu z tego, że obserwuje Polskę z perspektywy kilku tysięcy kilometrów. Wbrew nadwiślańskim pozorom historia naszego kraju nie jest pępkiem całego świata. My także mamy sumienie pokryte grzechami ignorancji – jako jeden z niewielu narodów wciąż powszechnie używany, obraźliwej dla hindusów, nazwy Bombaj. Drobiazg? Może i tak. Sięgnijmy w takim razie po inny przykład i zastanówmy się, jak wiele przeciętny Polak wie o tym, co zdarzyło się w czasie II wojny światowej w Indonezji? Najprawdopodobniej nic, mimo że wojna pochłonęła tam prawie tyle samo ofiar, co w naszym kraju.

Nie uważam, że powinniśmy Jamesowi Comeyowi odpuścić. Jego słowa zasługują na reakcję – ładujemy w Instytut Pamięci Narodowej setki milionów złotych, utrzymujemy gęstą sieć ambasad, mamy kilka postaci, które wzbudzają szacunek Amerykanów. Dysponujemy środkami umożliwiającymi precyzyjne sformułowanie naszych oczekiwań. Jednak leczenie narodowych kompleksów zbiorowym linczem na dyrektorze FBI było widowiskiem żenującym, które – jak nic innego! – pokazało, jak bardzo jesteśmy małostkowi.

Politycy i publicyści, od lewa do prawa, rytualnie rozszarpywali swoją ofiarę. Comey okazał się nieukiem, co więcej – nieukami okazali się wszyscy Amerykanie, którzy pozwalają sobie na zbyt powierzchowną wiedzę o historii 34. pod względem liczby mieszkańców państwa na świecie. Tymczasem my z wypiętą piersią przypomnieliśmy sobie o wszystkich polskich drzewkach zasadzonych w Jad Waszem, a pozostałym narodom wygarnęliśmy to, jak parszywie zachowywały się w czasach Holocaustu. Prawica znalazła nawet chwilę, żeby wspomnieć, że to wszystko tak naprawdę wina Platformy Obywatelskiej oraz polskiej kultury spod znaku „Idy”, co akurat zasługuje na osobny tekst.

Ze względu na szacunek dla samych siebie o tak delikatnych sprawach powinniśmy rozmawiać z największą dojrzałością. Z dobrymi chęciami i próbą zrozumienia przyczyn, realiów oraz skutków. W ostatnich dniach najpierw rozpłakaliśmy się, a później z płaczem pognaliśmy do nauczycielki. Taki sposób mógł być skuteczny, gdy kłóciliśmy się na szkolnym podwórku. Jesteśmy wielkim i poważnym narodem, dyskusja o najtrudniejszych chwilach z naszej przeszłości wymaga czegoś więcej.

Twitter: @jwmrad

Czytaj również