Dziennikarze intelektualnie mierni

Drukuj

Jeżeli wnioski czołowych polskich dziennikarzy ograniczają się do tego, co możemy usłyszeć na imieninach od podpitego wujka, czwarta władza mogłaby równie dobrze nie istnieć.

Z czym kojarzymy imieninowo-weselne rozmowy o polityce? Z wujkiem, który najpierw opowie o politykach przy korycie, później ponarzeka na Tuska i Kaczyńskiego („choć ten cały Palikot to jeszcze gorszy!”), a na koniec rzuci siarczystym dowcipem o nowym prezydencie Słupska. Znają to także ci, którzy rodzinne imprezy omijają szerokim łukiem – wystarczy, że otworzą którykolwiek z tabloidów. Poczytają tam o złodziejach z Warszawy, którzy żyją w luksusie za nasze pieniądze, a na końcu obejrzą nagą kobietę, bo wujek i brukowce mają to do siebie, że gdy nagadają się o polityce, zmieniają temat na bardziej swawolny.

imd

Do tej pory układ był prosty – wiedzieliśmy czegoś unikać, żeby nie taplać się w takich dyskusjach. Jednak tym samym językiem zaczęli mówić do nas dziennikarze, który na pierwszy rzut oka z tabloidami nie mają nic wspólnego. Coraz więcej z nich bezradnie rozłożyło ręce i uległo prostej narracji. Doszliśmy do tego, że Tomasz Sekielski – publicysta znany z poważnych gazet, stacji radiowych i telewizyjnych – stwierdza, że po powrocie z wakacji nasza polityka coraz bardziej przypomina mu „piaskownicę z rozwydrzonymi dzieciakami”.

Pół biedy, gdyby takim tekstem nikt się nie przejął. Od dziennikarzy wymaga się mnożenia treści, trudno oczekiwać, żeby wszystko, co napiszą albo powiedzą było świeże. Opinia Sekielskiego trafiła na pierwsze strony internetowych portali, media przez kilka godzin delektowały się porównaniem polityków do dzieci w piaskownicy. Najwyraźniej ktoś, kto odpowiada za dobór treści uznał, że akurat to zdanie powinno trafić do jak największej liczby Polaków. Poczekajmy aż któryś z dziennikarzy porówna polityków do świń przy korycie, z pewnością zostaniemy o tym poinformowani.

Zastanawiam się, gdzie Tomasz Sekielski był na wakacjach. Na mapie nie dostrzegam wielu miejsc, przy których powinniśmy cierpieć na polityczne kompleksy. Ameryka Południowa ze swoją przestępczością, korupcją i szarą strefą? Azja z szalejącym indeksem Giniego? Bliżej? Hiszpania i Portugalia? Belgia, której klasa polityczna przez wiele miesięcy paraliżowała kraj? Włochy z Berlusconim? Francja wraz z byłym i obecnym prezydentem? Grecja, którą za kilka lat przegonimy gospodarczo? Węgry? Czechy? Bułgaria? W takim razie może Ukraina? Nie żartujmy.

Oczywiście, możemy po raz kolejny westchnąć i porównać się do Niemiec, Szwajcarii czy Szwecji. Albo pomyśleć o romantycznej wizji polityki w wykonaniu Franka Underwooda. To nasz narodowy sport i ulubiony wątek imieninowych wujków. W ten sposób znów wpadniemy w pułapkę, którą znamy doskonale z budowy autostrad. Tak często porównywaliśmy się do naszych zachodnich sąsiadów, że nawet nie zauważyliśmy, kiedy prześcignęliśmy niemal wszystkie pozostałe kraje Unii Europejskiej. I mimo że w przyszłym roku będziemy mieli więcej dróg niż Wielka Brytania, to większość z nas bez wahania odpowie, że prawdziwe autostrady zaczynają się dopiero za Odrą.

Gdy media nasyciły się intelektualną refleksją Sekielskiego, tłumnie rzuciły się w stronę posiedzenia sejmu, na którym jedna z posłanek spożywała posiłek. Ot, zwykłe, trzecioligowe wydarzenie polityczne, całkiem dobre na rozluźnienie nastroju pomiędzy dyskusją o kształcie Unii Europejskiej a kryzysem rosyjskiej gospodarki. Ale dla wielu dziennikarzy sałatka stała się przyczynkiem do poważnej debaty nad stanem polskiej polityki – Justyna Pochanke zastanawiała się nawet, czy w obliczu takiego zachowania warto jeszcze chodzić na wybory!

Niezdrowe podniecenie, które wśród dziennikarzy wywołuje Krystyna Pawłowicz świadczy wyłącznie o nich samych. Obserwując naszą scenę polityczną, nie musimy dostrzegać posłanki Prawa i Sprawiedliwości, możemy tam zobaczyć kilka pasjonujących europejskich karier, wielu polityków kształtujących powstające tuż obok demokratyczne państwo oraz ministrów, których zazdrości nam cały świat. Według jakichkolwiek obiektywnych kryteriów – Polska polityka zdecydowanie wyróżnia się na plus nawet w Unii Europejskiej, jednym z najbardziej rozwiniętych regionów świata.

Zadaniem mediów jest kształtowanie społeczeństwa. W Polsce te role się odwróciły – społeczeństwo kształtuje media. Praca dziennikarzy często ogranicza się do kilku banałów Tomasza Sekielskiego, porannych przekomarzań Moniki Olejnik z gośćmi i kilku zdań podsumowania w telewizyjnym studiu. Dziennikarze tak ochoczo wcielają się w postać wujka, ponieważ jego słyszą najlepiej. Popełniają błąd – może wujek rzeczywiście przyciąga uwagę, ale na każdych imieninach najwięcej jest tych, którzy milczą, a po każdym żarcie wujka z zażenowaniem wywracają oczami.

 

Twitter: @jwmrad

Blog: radomski.na.liberte.pl

Czytaj również