Dlaczego Polacy muszą płacić za profesora Rońdę?

Drukuj

Pokerowa zagrywka profesora Rońdy nie powinna nikogo dziwić. Powołany przez Prawo i Sprawiedliwość zespół przyzwyczaił nas do tego, że dystansuje się od zasad zdrowego rozsądku, dryfując po morzach absurdu i półprawd. W całej tej sprawie szokuje coś innego: dlaczego polski podatnik musi płacić za bzdury, które w publicznej telewizji wygłasza ekspert Macierewicza?

Instytut ??czno?ci Lacznosci - ul.  Ratuszowa Doswiadczalna Stacja Telewizyjna Teatr Syrena Program 51 na zdj. Kazimierz Rudzki prezentuje odbiornik telewizyjny 12.03.1954 r. J-657-1 foto. Zygmunt Januszewski

            Gdybyśmy status eksperta potraktowali z taką swobodą, z jaką robi to największa opozycyjna partia, w Polsce znaleźlibyśmy kilkaset tysięcy osób, mogących wypowiedzieć się na temat tego, co wydarzyło się trzy i pół roku temu. Począwszy od naukowców, zajmujących się wszelkimi dyscyplinami ścisłymi, przez nauczycieli fizyki, chemii, informatyki i biologii, na amatorach-planespotterach skończywszy. Każdy z nich byłby potencjalnym źródłem nowej teorii o prawdziwych przyczynach katastrofy smoleńskiej.

Czy wszyscy byliby równie poważnie traktowani przez TVP? Oczywiście, że nie. Piotr Kraśko nigdy nie zaprosiłby do studia ekspertów, twierdzących, że Tu-154 został zgładzony przez kosmitów (a wśród wielu milionów Polaków na pewno i tacy by się znaleźli!), mimo że dowody na to są takie same, jak na tezę, którą lansuje Prawo i Sprawiedliwość. Poważne traktowanie ekspertów związanych z Antonim Macierewiczem jest pochodną absurdalnego założenia, że jego zespół jest jakąś tajemniczą „drugą stroną”, równie ważną – a może nawet ważniejszą? – jak Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego.

Z niezrozumiałych względów na taką narrację nabrała się cześć opinii publicznej: polityków, dziennikarzy i wyborców. Z kręgów niezwiązanych z Prawem i Sprawiedliwością słyszeliśmy głosy, przekonujące, że TVP – żeby „widzowie mieli pełny obraz sytuacji” – powinna pokazać w tym samym dniu filmy stworzone przez Anitę Gargas i National Geographic. Niedawno prezes Polskiej Akademii Nauk promował absurdalny pomysł konferencji, na której członkowie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych wystąpią razem z… ekspertami Macierewicza.

Życie w strukturze państwa wymaga podstawowego respektu przed jego organami. Jeśli nie zgadzamy się z policjantem, który chce wystawić nam mandat, możemy co prawda skierować sprawę do sądu, ale jego ostateczny werdykt musimy już uszanować. Nie możemy stworzyć własnego zespołu, na własną rękę ustalić, że nie złamaliśmy prawa i domagać się, żeby nasze ustalenia były traktowane równie poważne, jak te wymiaru sprawiedliwości. Gdybyśmy tak zrobili, narazilibyśmy się wyłącznie na śmieszność. Na taką samą śmieszność powinien być skazany zespół Antoniego Macierewicza.

Nikomu nie można zabronić wypowiadania głupot, dlatego należy dbać o tym, żeby ich zasięg był jak najmniejszy. Skandalem nie jest wcale profesorski blef, lecz to, że ktoś świadomie, za pieniądze wszystkich Polaków, zaprosił do publicznej telewizji człowieka, który nie reprezentuje ani autorytetu nauki, ani autorytetu państwa. Konsekwencje można było bardzo łatwo przewidzieć. Chcieliście Rońdy, no to go macie.

Twitter: @jwmrad

Czytaj również
  • MaciekP

    Szanowny Panie.
    Może porzucimy polemiki i pozwolimy zweryfikować pytania zadawane przez komisję Macierewicza. I lepiej będzie jeśli te weryfikacje będą dokonywane przez zachodnie laboratoria.
    Pytań dotyczących katastrofy jest wiele, ale nie zweryfikowano żadnego.
    pozdrawiam

    • Kazimierz

      Rzeczowe i umotywowane naukowo odpowiedzi na „pytania” zadawane przez zespół Macierewicza padły już dawno i to wielokrotnie, a utrzymywanie wciąż że są jakieś istotne wątpliwości (co niniejszym czynisz) to zwyczajne mącenie wody i zamulanie sprawy. Żadne „zachodnie laboratoria” nie mają potrzeby ani ochoty zajmować się bzdurami, jakie wymyślają tzw. eksperci Macierewicza, bo nie mają zamiaru narażać się na śmieszność. Sugerowanie, że mogłyby one ujawnić jakąś „tajemnicę” i zdemaskować jakiś „spisek”, to również element kłamliwej, oszczerczej propagandy. Nie wysilaj się więc na pozornie neutralne, zmierzające do wyświetlenia „prawdy” komentarze, bo z daleka czuć od nich ten sam smród co cynicznych ust psychopaty Macierewicza.

    • gloos

      Szanowny Panie. Nie zrozumiał Pan z intencji autora absolutnie nic. Niech sobie Antoni Macierewicz swoje teorie weryfikuje na wszystkie możliwe sposoby, tylko dlaczego ma w to wszystko być angażowany autorytet Państwa? Nie uważam żebym żył w reżimowym kraju, tającym przed obywatelem tajemnice smoleńskie, to Pan tak uważa i to Pański problem. Pisząc, że nie zweryfikowano żadnego pytania dotyczącego katastrofy, zwyczajnie bezczelnie Pan kłamie. Zweryfikowano większość, która do jakiejkolwiek weryfikacji się nadawała. A to, że efekt tej weryfikacji PiSowi i ich partyjnym wyborcom, takim jak Pan, nie przypadł do gustu, to już zupełnie inna sprawa. Tutaj żadne zachodnie laboratorium nie pomoże. No chyba, że oczekuje Pan pomocy podobnej do tej od zachodnich naukowców typu: Binienda, Szuladziński, Cieszewski, Nowaczyk…

  • Jerzy Kubiszewski

    Już raz spór oddano do rozstrzygnięcia naszym sąsiadom, skończylo sie to upadkiem Polski Państwo które podważa zaufanie do własnych instytucji wczesniej czy póżzniej zostanie poddane destabilizacji. Jak Pan sobie wyobraża ocenę naszej demokracji naszych produktow eksportowycxh i dorobku intelektualnego naszych uczelni, po takim akcie braku zaufania. Czy tylko dla swiętego spokoju mamy cofnąć się na pozycje zacofanego państwa wschodnio europejskiego ? .
    ,