Alternatywna Polska PiS-u

Drukuj

Niedługo może okazać się, że obok nas powstaje, budowana przez Prawo i Sprawiedliwość, alternatywna Polska. Droga od alternatywnego systemu liczenia głosów do alternatywnego systemu sprawowania władzy jest znacznie krótsza, niż się wydaje.

alternatywnapolska

 

Najnowszy pomysł partii Jarosława Kaczyńskiego wpisuje się w antysystemowy, znany od wielu lat, schemat. PiS podczas najbliższych wyborów chce stworzyć alternatywny system liczenia głosów, który ma działać równolegle do Państwowej Komisji Wyborczej. Co dalej? Historia podpowiada różne scenariusze: podważenie oficjalnych wyników, nieuznanie demokratycznej wybranej władzy czy przyznanie własnej legitymacji wyborczej.

Fikcja? Nie, widzieliśmy to już na własne oczy. Jeszcze nie tak dawno Centralne Biuro Antykorupcyjne pełniło funkcję alternatywnej policji, a Instytut Pamięci Narodowej – alternatywnego, moralno-historycznego wymiaru sprawiedliwości. Antoni Macierewicz wciąż przekonuje nas, że jego sejmowy zespół jest alternatywną wobec państwowej komisji. Lech i Jarosław Kaczyńscy są dla wielu alternatywnymi przywódcami narodu, przy których obecny prezydent i premier to tylko „pan Komorowski” oraz „pan Tusk”.

Prawo i Sprawiedliwość od dawna igra z ogniem, droga od alternatywnego systemu liczenia głosów do alternatywnego systemu sprawowania władzy jest krótsza niż się wydaje. Jak to się zaczęło?

Na początku była IV Rzeczpospolita. Wymyślony ponad dekadę temu slogan polityczny błyskawicznie przerodził się w podkopywaniu fundamentów państwa . Wyborcy bardzo szybko, po dwóch latach, odrzucili koncepcję przekreślenia znaczenia Polski, która powstała w wyniku przemian ustrojowych z 1989 roku. To właśnie wtedy PiS przestał być partią rewolucyjną, stał się niebezpiecznym, głęboko antysystemowym projektem politycznym.

Kamieniem milowym tego procesu stała się katastrofa w Smoleńsku, która całkowicie odgrodziła Prawo i Sprawiedliwość od organów państwa. Wydarzenie sprzed czterech lat oraz jego bezpośrednie następstwa (takie jak przegrane przez Jarosława Kaczyńskiego wybory prezydenckie) umocniło antydemokratyczny charakter polskiej prawicy, do polskiej debaty publicznej powróciły słowa od wielu lat przykryte kurzem, takie jak okupacja, zdrada czy – najbardziej modne – reżim.

Dziś PiS funkcjonuje w rzeczywistości równoległej do współczesnej Polski. Przyzwyczailiśmy się do tego, że politycy Prawa i Sprawiedliwości nie uznają żadnej emanacji organów państwa, począwszy od narodowych symboli, takich jak autorytet głowy państwa, przez wyroki sądów czy ustalenia komisji, skończywszy na demokratycznych wyborach. Największa partia opozycja od siedmiu lat odbija się w wyborach o szklany sufit. Nic dziwnego, jej politycy nieprzerywanie udowadniają, że nie szanują tej Polski, z którą utożsamia się zdecydowana większość społeczeństwa.

Adam Michnik często powtarza, że pierwszą decyzją, którą podjął po 4 czerwca 1989 roku było kupowanie biletów pociągowych. Wcześniej nie czuł się związany z polskim państwem, więc uznawał, że może je okradać. To streszczenie podstawowych zasad patriotyzmu oraz lojalności wobec własnej ojczyzny – dziś, w wolnej Polsce, wszyscy powinniśmy kupować te symboliczne bilety.

W 2014 roku to politycy Prawa i Sprawiedliwości jeżdżą na gapę. Przynajmniej do czasu, aż nie stworzą alternatywnego systemu kontrolowania biletów.

Czytaj również